Gail McHugh - Amber


 Zacznę swój słowotok, który zapewne wielu z was odbierze negatywnie, a może pozytywnie czy obrazi mnie " pospolity hejt" na moją osobę zapewne tak, przecież jestem tylko małą czytelniczką, która wzięła "Amber" do ręki i jej nie skończyła odłożyłam ją tuż przed samym końcem. Aplauz, który wystąpił po premierze jak i przed premierą książki wprawił mnie w poczucie kota przyczepionego do drapaka tylko mój stan czytelniczy, opadł przy końcówce książki i poczułam stan omijania tej książki szerokim łukiem jak kot brudnej kuwety. 

 "Collide" oraz "Pulse"  zawładnęły moim sercem na dłuższy czas i miałam podobne oczekiwania co do bursztynowej powieści.

Parę słów dotyczących fabuły Amber dziewczyna po przejściach zaczyna studia z nadzieja na nowe lepsze życie. Już pierwszego dnia niby przez przypadek poznaje dwóch chłopaków, który wywołują u niej iskrę namiętności oraz wprawiają u niej poczucie wachlarza  bezpieczeństwa z cała gamą kolorów, które tworzą istną tęczę na jej zranionej duszy. Elektryzująca nić wytwarza się pomiędzy On -Ona - On. Jak zakończy się cała historia całej trójki? ja nie wiem.



Bardzo zachęcający prolog, po którym miałam wielki apetyt aby poznać bohaterów. Autorka jak dla mnie rozciągnęła historię nie skupiając się na przekazie. Przedstawia obraz dziewczyny, która w moim odczuciu jest nimfomanką, która nie przepuszcza okazji dla zaspokojenia swoich potrzeb, które są wynikiem zabicia demonów z przeszłości. Przy tej książce trzeba zastanowić się nad prostym stylem i banalnymi dialogami, które kończą się sapaniem do ucha. Czy jest dla mnie szokujące czytanie o trójkątach? Nie ponieważ, lubię czytać literaturę o zabarwieniu erotycznym i to co przeczytałam nie wywarło na mnie wrażenia, ale stawiam sobie sama pytanie gdzie są granice erotyki  w literaturze, a gdzie zacierają się już granice pornografii w tym miejscu autorka można napisać, że wyszła za określone ramy przyzwoitości, ale na tym nie może opierać się cała książka, w której brak wyższych emocji oprócz "jej bursztynowych oczu w kolorze whiski" powtarzające się określenia wprawiały mnie w osłupienie. Drugą ważną dla mnie sprawą jest to jak autorka opisała odczucia bohaterów względem siebie, czytając opis uczuć chłopaka typu ona jest całą studnią uczuć bez dna, a za razem autorka wciągnęła  w to opis jak ona robi mu dobrze ustami to przepraszam, jaki to jest przekaz dla mnie jako czytelniczki? Jest prosty - nie prosty to jest za ładne określenie jest bezpłciowy bez większego przekazu dla osoby, która chciałby wynieść, jakiś pozytywny mankament z tej całej historii. 

Zapewne jestem wilkiem w stadzie, który wyje inaczej niż pozostałe osobniki czy mi to przeszkadza ? nie, ponieważ czytając tą książkę miałam wrażenia jakby stał przede mną Leonardo DiCaprio, a ja ściskam go za przysłowiowe jaja, a on wyje piosenkę Sama Smitha "Writing’s On The Wall", ani jedno ani drugie, nie ma dla mnie racji bytu. Kiedyś pewien mężczyzna powiedział mi ważną rzecz, że każda książka ma swojego odbiorcę ja nie jestem odbiorcą tej książki. Sam pomysł na fabułę całkiem dobry są w niej wydarzenia, które maja wywołać w czytelniku emocje we mnie stan emocji nie nabrał tępa maszyny na torach. To książka o bursztynowych oczach, która tworzy trójkąt o erotycznym zabarwieniu z płaskimi bohaterami i prostymi tekstami. Czy to, że nie skończyłam czytać czyni ze mnie złego czytelnika? Nie absolutnie nie czuję się tym faktem zdruzgotana. 



15 komentarzy:

  1. Fajna recenzja:) to prawda każda książka ma swojego odbiorce, tak samo jest z filmami i muzyką:) świadczy to tyle że szukasz w książkach czegoś więcej niż prostoty opisanego seksu, czegoś co rozkołysze Twój umysł, w tym przypadku książka zawiodła:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odbiorca jest ważny jednak ja poległam :) to nie jest to czego ja szukam w lekturze.

      Usuń
  2. nie czytalam i teraz mysle gdzie tu sie zachwycac musze siezastanowic widze ze obie na tym samym guziku pedzimy xD

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja tam dalej mam ochotę po nią sięgnąć :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście jak masz chęć to czytaj :)

      Usuń
  4. Po twojej recenzji czuje sie skutecznie zniechecona mimo, ze nie dokończyłaś tej ksiązki. Czuje, ze strzeliłabym nią wcześniej;p W kazdym razie nie zdecyduje sie tego sprawdzać. Swoją drogą te miłosne trojkąty(a raczej seksualne) zrobiły sie strasznie popularne czy tylko tak mi sie wydaje?:p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  5. Ani na myśli nie mam nikogo zniechęcać to tylko moje zdanie odnośnie tej książki :) Zawsze jest popularne to na co jest popyt widocznie w modzie są trójkąty - te książkowe :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Książka już czeka na swoją kolej na mojej półce. Zbiera same dobre recenzje :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie wiem czy przeczytam tę książkę, ponieważ najpierw chcę zapoznać się z "Collide" ;) Jeśli pierwszy tom i drugi przypadną mi do gustu, to na pewno sięgnę po trzeci ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. O jak pięknie, przede mną wcześniejsza seria, może i tą kiedyś dopadnę, kto wie ;]

    OdpowiedzUsuń
  9. Jakże spodobała mi się Twoja recenzja! Mam jednak nadzieję, że ja będę odbiorcą książki (ściskać pana Leo za jego doszlifowane klejnoty nie muszę, choć może... :) ), bo niedługo do mnie przyfrunie w ramach book tour. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo dobra recenzja
    Lekka reka pisane, zazdrpszcze, ale to pewnie kilka miesiecy treningu.
    Duzo jeszcze musze nauczyc sie w pisaniu :), brak dostepu do komputera I choroba corki chwilowo nie pozwala mi na pisanie.
    Blog czytelny, wyrazisty.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana żaden trening, byłam tak zła jak czytałam tą książkę, że słowa same wychodziły. Jak już wiesz pracuję ciągle nad przecinkami !

      Usuń

Dziękuję, że tu zaglądacie i zostawiacie komentarze :)

Copyright © 2014 Książkowa czarno_biała em , Blogger