Kto pyta, nie błądzi - wywiad z Martą Motyl - Odcienie czerwieni

źródło: archiwum autorki

Zapraszam na wywiad z Martą Motyl. Autorka książki Odcienie czerwieni. 



Dlaczego zaczęła Pani pisać? Nie tylko książki, ale także artykuły?
Dawno, dawno temu marzyłam, że zostanę malarką. Jednak jako nastolatce każdy mój obraz wydawał mi się beznadziejny. W głowie miałam piękną wizję, a potem na kartce miałam pokrakę. Brakowało mi drygu i cierpliwości do doskonalenia warsztatu. Jednocześnie w szkole uwielbiałam lekcje  języka polskiego. Czytałam zachłannie, a pisanie nie sprawiało mi trudności. Wybrałam studia z historii sztuki, by zainteresowania plastyczne połączyć z literackimi. I rzeczywiście sprawdzałam się w tekstach o sztukach wizualnych, tłumacząc obrazy na słowa. Udało mi się nawiązać współpracę z portalami zajmującymi się sztuką i z artystami, którzy potrzebowali artykułów do katalogów wystaw.

Szczególnie podziwiałam plastyków i pisarzy, którzy byli ekspresyjni i nie bali się wytrącić innych z równowagi. Fascynowali mnie tym bardziej, że doskwierała  mi nieśmiałość. W sztuce znalazłam przestrzeń odwagi i wolności. Przestrzeń do zamieszkania. Coraz mocniej pociągało mnie zgłębianie psychiki poprzez sztukę. A przecież nie tylko akty i portrety psychologiczne, ale również słowa obnażają ciała i dusze.
Poza tym na studiach zaczęłam prowadzić dziennik. Opisywałam w nim piętrzące się wrażenia i uczucia. Potrzebowałam tego, bo przestawały się we mnie mieścić. W tekstach wreszcie udawało mi się oddać różne doznania i wyobrażenia. Co więcej, zapisywane zdania bywały lepsze niż pierwotna wizja, gdyż zaczynały mnie nieść i zaskakiwać. Wciągnęłam się i czułam, że gra jest warta świeczki, a przede mną wiele etapów w pisaniu i nie mogę się poddać. Znalazłam cierpliwość, by szlifować zdania i nie przerażać się, że są jeszcze „nie takie”. Chciałam dzielić się tym, co stworzę, z innymi. Po to, by czytelnicy razem ze mną wsiadali na karuzelę wrażeń, dzięki temu przeżywali to, czego nie znają, lepiej zrozumieli innych i siebie.
Artykuły o sztuce piszę z racji wykształcenia i zainteresowań. Jednak moje serce najmocniej bije dzięki książkom, w których sama kreuję kolejne obrazy, oddając je słowami. Powieści są dla mnie najważniejsze.
źródło: archiwum autorki

Jaka jest Marta Motyl? Jest romantyczką czy buntowniczką?
Myślę, że jestem pomieszaniem obu. Czasami wybucha we mnie buntowniczka, nie może znieść pewnych zachowań, przekonań, zwyczajów, chce przekraczać różne granice i pokazać, że się da. Obecnie noszę w sobie jednak zdrowy, kreatywny bunt. Dzięki moim książkom nadal prowadzę pewną walkę: o pojawianie się bohaterek, które wydobędą na światło dzienne swoje najskrytsze pragnienia, grzechy, rany.  Nie trzeba ich lubić, mają nieść własną prawdę. Innym razem jestem romantyczką, kobietą do rany przyłóż. Wtedy mogłabym całymi dniami gruchać jak gołąbeczka, leżeć na łące, pleść wianki i pisać ładne listy. Uspokajam się, tracę czujność... ale nie na długo.
A jaka jest Pani w relacjach międzyludzkich? Otwarta na nowe znajomości czy raczej skryta?
Nie jestem zamknięta na nowe znajomości, ale po różnych doświadczeniach jestem raczej ostrożna. Zależnie od tego, na ile znam danego człowieka i jakie wzbudził we mnie odczucia, otwieram się bardziej lub mniej. Z drugiej strony, zdarza się, że zamykam się nawet przed najbliższymi i niełatwo jest wtedy do mnie trafić.
Co sprawiło, że wydała Pani książkę akurat w Edipresse?
Sprawdziłam, że Edipresse jest wydawnictwem, które zajmuje się również tematami istotnymi dla kobiet, a ja takie poruszyłam w „Odcieniach czerwieni”. Spodobało mi się, że prowadzi bardzo dobrą promocję swoich publikacji. Czułam, że oddając swoją powieść w tak profesjonalne ręce, mogę im zaufać. Gdy przesłana przeze mnie książka została przyjęta do planu wydawniczego, moje marzenie spełniło się. Czułam się wtedy najszczęśliwszą osobą na Ziemi.
Jak może Pani ocenić współpracę z wydawnictwem?
Jestem z niej więcej niż zadowolona. Od wysłania tekstu, poprzez oczekiwanie na decyzję, pracę z redaktorką i wszelkie inne konsultacje, jakość wydania, działania promocyjne – wszystko przebiega wspaniale. Nigdy nie mieliśmy problemów z komunikacją i cały czas czuję, że książka znalazła się w rękach odpowiednich osób, które chcą dla niej jak najlepiej. Cieszę się z tego.
   
Pisze Pani w dzień czy po nocach?
Najbardziej lubię pisać w dzień, wtedy moja koncentracja jest największa. Absolutnie nie jestem typem „sowy”. Chociaż czasami przed snem przychodzą do mnie najlepsze pomysły. Muszę je zapisać, by nie uciekły i zarywam noc,  ponieważ nie zmrużę oka, gdy one we mnie grają.

Pani książka "Odcienie czerwieni"  porusza temat biseksualności. Strona erotyczna powieści jest utrzymana na granicy smaku. W związku z tym muszę zapytać, skąd czerpała Pani inspirację, aby opisać relacje seksualne pomiędzy bohaterami?
Sceny erotyczne z książki opierają się na tym, co zainspirowało mnie w moim życiu, u innych osób i u postaci poznanych dzięki książkom, dziełom plastycznym, filmom, muzyce. Dla mnie wszystkie te elementy są równie ważne, a granice między nimi zostały zatarte już podczas procesu twórczego. Liczyła się przede wszystkim aura zmysłowości, którą miał potem poczuć czytelnik.
źródła: archiwum autorki

Ile jest fikcji, a ile prawdy w „Odcieniach czerwieni”?
Jak czarownica stoję nad kociołkiem i wrzucam do niego własne przeżycia, cudze opowieści, różne obserwacje, inspiracje z literatury, prasy, sztuk wizualnych, piosenek… zewsząd. Podlewam to zmyśleniami i mam eliksir, w którym nie da się oddzielić prawdy od fikcji. Ilość składników i proporcje między nimi dobiera i logiczny umysł, i intuicja. Podczas pisania coraz mocniej wczuwam się w bohaterkę, którą kształtuję. Ona mnie prowadzi za rękę, a im dłużej piszę, tym jej uścisk jest mocniejszy.
Gdzie szuka Pani inspiracji do pisania?
Oprócz obszarów, które wcześniej wymieniłam, biorę też inspiracje z artykułów w Internecie i z książek psychologicznych.
Jak długo pracowała Pani nad "Odcieniami czerwieni"?
Samo pisanie tekstu zajęło mi około ośmiu-dziewięciu miesięcy. Podczas niego korzystałam ze zgromadzonych wcześniej notatek i szkiców oraz materiału ilustracyjnego.
Magda, bohaterka Pani powieści, jest osobą, która nie radzi sobie z emocjami. Okalecza swoje ciało. Tkwi w marnym związku. Spotkała Pani kiedyś Magdę w rzeczywistości?
Tak, i to niejedną! Wszystkie Magdy mają podobne do siebie dusze, wrażliwe i zbyt pożądające wrażeń, które potem je osaczają. Jednak są też spragnione prawdziwej miłości.
Wiem, dlaczego pozostawiła Pani otwarte zakończenie książki.  Osobiście  byłam w szoku! Lubię, jak autorka ksiązki  zostawia mi pole manewru. Chciałaby Pani opisać to jeszcze raz?
Nie piszę kryminałów, więc nie muszę prowadzić czytelnika krok po kroku ku temu, kto zabił. W życiu zdarza się wiele historii bez jednoznacznej puenty. Zdecydowanie wolę niedopowiedziane, otwarte zakończenia. One również intrygują i jak Pani słusznie zauważyła, przede wszystkim stwarzają przestrzeń czytelnikowi. Zgodnie z tym, jak sam odczuł i zrozumiał historię, może ją sobie dokończyć. Wiele dzieje się przecież między słowami, w sferze indywidualnych wrażeń. Zostawiłam sobie także otwartą furtkę do kontynuowania historii Magdy.  
Jak patrzy Pani na otaczający nas świat? Młode dziewczyny oddają swoje ciała. Molestowanie i gwałty. Upijanie się na dyskotece do nieprzytomności. Co Pani wtedy myśli?
Myślę, że zjawiska, które Pani wymieniła, nie są domeną współczesności. Ich odpowiedniki znalazłybyśmy w innych epokach. Zawsze istniały i pewnie będą istnieć kobiety i mężczyźni, którzy zachowują się tak jak Pani wspominała i czerpią z tego korzyści. Zmieniają się tylko „dekoracje”, instynkty pozostają niezmienne.
Nie przyklaskuję prostytuowaniu się i piciu na umór, ale jestem daleka od popadania w święte oburzenie, gdy o nich słyszę. Zastanawiam się wtedy, dlaczego dana osoba tak postępuje, co nią kieruje? Magda z mojej powieści udowadnia, że życie na krawędzi wynika m.in. z jej przeszłości, gdy była molestowana i poniewierana w domu rodzinnym. Każdy, kto ją odsądzi od czci i wiary, jest więc powierzchowny.
Nie umiem jednak wykrzesać nawet odrobiny empatii względem osoby, która dopuszcza się wobec kogoś molestowania seksualnego albo gwałtu. Dla mnie takie zachowanie nie ma żadnego wytłumaczenia.
Kiedy możemy spodziewać się kontynuacji książki?
Bardzo chciałabym mieć gotowy tekst do końca tego roku. Jednak na ten moment trudno jest mi powiedzieć, jak wszystko potoczy się dalej i podać termin. Proszę trzymać za mnie kciuki! J
Jest Pani krytyczna wobec samej siebie?
Tak. Uciszam wewnętrznego krytyka, żartuję z niego, robię mu na złość, bo nie dałby mi spokoju. Cóż, zawsze można lepiej pisać, żyć, wyglądać. Ale można też gorzej! Kiedyś w dziedzinach, na których mi zależało, perfekcjonizm mnie zjadał. Teraz staram się przed nim bronić. Chyba jest dla mnie nadzieja ;) 
Dziękuję autorce za poświęcony czas. Was zapraszam do zapoznania się z prozą autorki. Warto!



4 komentarze:

  1. O książce autorki czytałam. Bardzo interesujący wywiad, trafne pytania.

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałam książkę, mam na swojej półce i czekam na drugą część. Pani Marta jest dla mnie wzorem i za każdym razem zaskakuje. Świetny wywiad.
    Marta Motyl zagościła również u mnie także zapraszam ☺
    U mnie tez 😊😊 http://molinkaksiazkowa.blogspot.com/2016/05/motyl-w-czerwieni.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Również czekam na drugą część! Zajrzę

      Usuń

Dziękuję, że tu zaglądacie i zostawiacie komentarze :)

Copyright © 2014 Książkowa czarno_biała em , Blogger