Mia Sheridan - Eden. Nowy początek - premiera 3 sierpnia 2016



Odkładając Calder. Narodziny odwagi nie mogłam uwierzyć, że Sheridan nie zrobiła na mnie, żadnego wrażenia. Świat sekty nie wyrwał mnie z emocjonalnej otoczki, a oczywiście oczekiwałam erupcji doznań... Eden. Nowy początek ta część z ulgą stwierdzam, że posiada ogólne poruszenie i wywarła na mnie mieszane uczucia.

Nadchodzi powódź, a wszyscy mieszkańcy Arkadii zostają brutalnie pozbawieni życia. Eden i Calder cudem uchodzą z życiem. Ona pozostaje pod opieką jubilera Feliksa i żyje ze świadomością, że Calder również padł ofiarą szaleństwa Hectora. On żyje i u boku swojego przyjaciela Xandera, zostaje uznanym malarzem. Lata mijają, a każdy z osobna przeżywa tak ogromną tragedię. Eden odnajduje matkę, a Calder ma nową dziewczynę. Dwa serca i dwie drogi. Czy połączą się w jedność?

Powrócili w pojedynkę. W poprzedniej części Eden irytowała mnie niemiłosiernie! Autorka wykreowała ją na dziewczynę ciągle przegrywającą wargę. Cicha i wystraszona. W tej części Eden jest inna. Walczy o swoje, wywołuje emocje i ma pokłady energii. Autorka mogła utrzymać ten stan dłużej, lecz mieszała stan emocjonalny Eden. Raz drapieżna, a raz dziewczynka, która ciągle chowa się za swoimi emocjami. Bezgranicznie oddana jestem Eden w wersji przebiegłej lisicy. Odebrano mu wszystko. Rodzina zginęła, a on pozostał taki sam. Calder bohater spójny emocjonalnie. Mężczyzna godny zaufania, inteligentny, kocha całym sobą...

Stracić dziecko i odzyskać je na nowo. Sheridan mądrze, emocjonalnie i dokładnie opisała, jak zachowuje się matka, która dostaje drugą szansę. Córka powraca i staje na progu domu, domu zapomnianego. Ona zawsze kocha tak samo. Matka pamięta, co córka lubiła na śniadanie. Czytałam i zgrzytałam zębami. Matka Eden wydawała mi się dziwna, zaborcza, nachalna. Denerwowała mnie. Z czasem zrozumiałam. Matka nie pozwoli, aby odebrano jej córkę drugi raz. W tej kwestii autorka pociągnęła temat. Pokazała, ile znaczy matczyna miłość. 

Narzekałam, że w poprzedniej części zabrakło mi samej sekty w sekcie. Autorka pozostawiła mnie z wieloma pytaniami. Moja ciekawość została zaspokojona. Żałuję, że dopiero w części drugiej. Musiała przejść długą drogę. Autorka rozciągnęła część pierwszą, aby później dać mi wyrwane opisy, które złączą się w całość. Calowy zabieg, ale dla mnie zbyt nużący. Cała historia miłosna została okraszona wątkiem kryminalnym. Sprawił on poruszenie w książce. Nadał jej ciemniejszą stronę, gdzie cukierkowość bohaterów odeszła, chociaż na chwilę w zapomnienie. 

Muszę pozostać szczera. Obiektywna i spójna ze swoimi myślami. Zarówno Calder. Narodziny odwagi oraz Eden. Nowy początek  pokazują, że życie i ludzie potrafią pozbawić nadziei. Odbiorą najważniejszą rzecz-niewinność. Zbrukają i pozostawią na pastę losu. Autorka pokazała stan psychiczny młodych ludzi. Przedstawiła życie i życie. Dwie odsłony jednego słowa, lecz nie zostałam porwana przez autorkę... Senna część pierwsza i część druga porywająca. Obraz miłości i obraz przyjaźni. Życie w dwóch społecznościach. Autorka, jak zawsze postawiła na rozwój obrazu miłości. Spokojna harmonia i rozwijające się małymi kroczkami uczucie. Mam mieszane uczucia do obu części. Ponownie napiszę, że każdy powinien przeczytać, aby ocenić dzieło Sheridan. 












38 komentarzy:

  1. Niby było lepiej niż w pierwszej części, ale jednak wciaz czegoś tam brakuje, takie odnoszę wrażenie po Twojej recenzji;) wiesz, że ja jak na razie nie będę raczej po nią sięgać ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, dlaczego, ale pierwsza część pozostawiła niesmak, ale druga jest dużo! lepsza:)

      Usuń
  2. Calder mnie nie powalił, ale drugi tom stoi już od dawna na półce. Muszę po niego sięgnąć :)

    Zapraszam do siebie :) W lipcu blog obchodzi urodziny i z tej okazji będzie sporo konkursów. Pierwszy z nich już na blogu.
    http://www.recenzjezpazurem.pl
    Diane Rose

    OdpowiedzUsuń
  3. Ooo już II część wyszła, a jeszcze I nie poznałam :D No kiedyś nadrobię to ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Właśnie widzę, że dużo osób narzeka na część pierwszą :) ale skoro druga nie była taka zła? Z drugiej strony: czy warto było się przemęczyć do części drugiej? Ja osobiście nie napalam się na serię od Mii Sheridan własnie przez recenzje :D.
    Pozdrawiam!

    #SadisticWriter
    http://zniewolone-trescia.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Było warto! Aczkolwiek mam pewien dystans do tej serii:)

      Usuń
  5. Nie słyszałam jeszcze o tej książce, ale chyba ją sobie odpuszczę. Teraz poluję na super, hiper najlepsze książki, bo nie chce już mi się siedzieć nad nużącymi powieściami, ale kto wie... może kiedyś wpadnie mi w ręce. ;)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  6. Czytałam Bez słów i brak mi słów, by opisać to, co napisała. A jak będe mieć kiedyś okazję przeczytać nowsze jej powieści, na pewno to zrobię. Mia ma specyficzny styl. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że specyficzny styl:) Bez słów to perełka, która do dziś kołacze mi w myślach:)

      Usuń
  7. Jak czytałam opinie to miałam ochotę na "Caldera", ale trochę mnie te chęci opuściły. Na razie i tak mam co czytać :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie planowałam czytać i teraz wiem, że na pewno tego nie zrobię.
    A chyba trochę szkoda książki, bo wydaje się z tego co piszesz, że to nieco zmarnowany potencjał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może nie do końca zmarnowany:) Nie odnalazłam się w tej serii:)

      Usuń
  9. Jak wiesz, moje pierwsze spotkanie z tą autorką nie było udane i mimo że zanim zetknęłam się z Mią Sheridan bardzo chciałam poznać jej całą twórczość, to teraz nie jestem pewna czy jeszcze kiedykolwiek dam jej szansę...
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  10. Te książki należą niestety do tej grupy lektur, do których w ogóle mnie nie ciągnie, więc na razie podziękuję ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ostatnio przeczytałam "Bez słów" tej autorki i spodobała mi się bardzo. Tych dwóch jeszcze nie znam, ale chętnie sprawdzę czy również mi się spodobają.
    Chętnie dam autorce kolejną szansę... Idealnie na lato :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że tobie przypadnie do gustu :)

      Usuń
  12. Mam mieszane uczucia :) Niby okładki mnie przyciągają, ale wciąż zadaje sobie pytanie, czy warto :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Bardzo sobie cenię erupcję doznań (piękne określenie!), więc jakoś niespecjalnie mi się pali, żeby sięgnąć po tę serię. Może w dalekim, nieokreślonym jakimś "kiedyśtamie" ;) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz jestem ciekawa twojej opinii:)

      Usuń
  14. Właśnie zaczytam ''Bez słów'', jeśli mi się spodoba to z pewnością sięgnę po inne książki tej autorki. :)

    Buziaki,
    StormWind z bloga cudowneksiazki.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie czekam na twoją recenzję Bez słów

      Usuń
  15. Podoba mi się stworzenie przez Ciebie takiego rodzaju bohaterek jak "przygryzająca wargę" :D Domyślam się, że bohaterka 50-twarzy Greya była prototypem? :D

    OdpowiedzUsuń
  16. "Eden" czeka w kolejce na przeczytanie. Pierwsza część przypadła mi du gustu więc jestem ogromnie ciekawa, co wydarzy się dalej.
    Ciekawa, wnikliwa recenzja.

    OdpowiedzUsuń
  17. Widać, że części różnią się mocno. Serię jednak chciałabym przeczytać. Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie różnią się i to znacznie:)

      Usuń
  18. To widzę, że mamy podobne opinie! W tamtym miesiącu moim sercem zawładnął "Stinger", więc kiedy zabrałam się za "Caldera" zabrakło mi TEGO CZEGOŚ... Sam początek "Eden" był dość słaby, ale później... och, ileż emocji przeżyłam! Zostały mi jeszcze ostatnie strony, więc recenzja na pewno pojawi się niebawem. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Stinger" bardzo przypadł mi do gustu! W Caderze zabrakło i tego czegoś :)

      Usuń

Dziękuję, że tu zaglądacie i zostawiacie komentarze :)

Copyright © 2014 Książkowa czarno_biała em , Blogger