Kto pyta, nie błądzi - Zapraszam na wywiad z Martą W. Staniszewską



Dziś zapraszam na wywiad z Martą W. Staniszewską. Prywatnie poświęca się na wielu płaszczyznach. Przyznaje, że fatalnie znosi krytykę, ale nikt nie musu być gruboskórny! Na dniach odbędzie się premiera najnowszej książki autorki "I obiecuję ci miłość", która już przed premierą zbiera same pozytywne opinie. Serdecznie zapraszam na wywiad, w którym autorka zdradza, w czym tkwi fenomen tej książki! 













„I obiecuję ci miłość” premiera książki już 15 września 2016, a książka już przed premierą zbiera, same pozytywne opnie. Jaka była Pani reakcja, kiedy pojawiła się pierwsza recenzja?

Prawdę mówiąc, jestem mocno zaskoczona, ale to chyba żadne zaskoczenie :) Sam pomysł i główny trzon historii (dobre 70%) powstały już naprawdę dawno temu. Potem tylko dopracowywałam szczegóły, dlatego tym bardziej nie spodziewałam się takiego odbioru. Bałam się, że Izabella zostanie uznana za mimozę, a Wincent osądzony, jako zbyt niewiarygodna postać. Jednak jak się okazuje mój umysł pracuje na podobnych falach, co umysły moich czytelników :)



- Wincent to bardzo wiarygodna postać! Zadałam sobie pytanie: Jaki powinien być mężczyzna? Czasami ostry jak papryczka. Ognisty jak czarny pieprz, a czasami powinien być mdły, jak kurkuma. Dodać do niego troszkę ziół i wyjdzie z niego ognista mieszanka. Taką mieszankę znalazłam w Pani książce...





Pani Marto, w czym tkwi fenomen tej książki? Pytam, ponieważ czytelniczki znają tysiące takich historii, ale w „I obiecuję ci miłość” jest coś, co sprawia wrażenie, że ta historia wciąga! Od początku do końca trzyma Pani czytelnika w szponach. Magia?

Mam na to swoją teorię, którą odkryłam ledwie co, bo i sam fakt napisania „książki - fenomenu” dotknął mnie stosunkowo niedawno. Każdy lubi baśnie. Kobiety marzą o księciu na białym koniu, ratującym księżniczkę ze szponów złego smoka i taka jest ta historia, tylko że unowocześniona i przeniesiona w nasze realia. To jest chyba tajemnica „ I obiecuję ci miłość…”. Udało mi się stworzyć historię szablonową, a jednocześnie wymykającą się schematom. Przynajmniej w takiej prawdzie utwierdzają mnie blogerki i czytelniczki :)

Zazwyczaj w tego typu powieściach czytelniczka spotyka się z relacją przyjaciółek. Pani wyszła przed szereg i opisała relację dwóch przyjaciół. Miała Pani problem z wykreowaniem takiej „gorzkiej” męskiej przyjaźni? Przypomnijmy, że jest to rodzaj kłamliwej przyjaźni…

Oczywiście, że nie jest to prostym stworzenie czegoś, o czym nie ma się pojęcia. Dużo łatwiej jest mi się ustosunkować do relacji damsko-damskiej, czy nawet damsko-męskiej, niż dwóch samców o silnych osobowościach. Starałam się myśleć jak oni, wczuć się w ich role, ale nie ustrzegłam się błędów. Jednakże wyszłam z założenia, że przyjaźń zawsze pozostanie przyjaźnią, niezależnie od tego, czy męska, czy damska. Obie rządzą się tymi samymi prawami. Uczciwość i szacunek wobec siebie ponad wszystkie inne cnoty. Tutaj tego zabrakło, podstawowe prawo zostało złamane już na początku i ta przyjaźń tak naprawdę nigdy nie mogła się udać.

W swojej książce opisuje Pani sceny erotyczne. Subtelne, pełne namiętności i oddania. Muszę zapytać, ponieważ moja ciekawość jest na pograniczu. Pani Marto skąd czerpie Pani inspiracje do pisania takich scen?

To moja tajemnica, dlatego część zostawię dla siebie. Mogę zdradzić, że najlepszym sposobem jest wczuć się w rolę jak aktor w filmie. Kiedy piszę, po prostu wyobrażam sobie, jak chciałabym być dotykana, jak całowana, gdzie, co chciałabym usłyszeć od mężczyzny i jak być przez niego traktowana. To proste i takie trudne jednocześnie. Nieskromnie mówiąc, ta książka mogłaby być poradnikiem dla mężczyzn, jak postępować z kobietą, ale równie dobrze wcale nie musi, bo każdy lubi coś innego…

Spotkałam się z opiniami typu „to erotyk, więc odpada”. Osobiście nie uznałabym, że Pani książka to erotyk, ponieważ wprowadza Pani owe sceny dopiero pod koniec książki. Jest to piękna historia młodej Izy, która jest pod pręgierzem męża, a do tego dodała Pani troszkę pikanterii. W związku z tym, jako autorka jak przekonałaby Pani czytelniczki do zapoznania się z Pani książką?

Dziękuję za to miłe pozbawienie tak niechcianej „szufladki”. Nie dlatego, że wstydzę się pisać erotyki, a właśnie dlatego, że książki z zabarwieniem erotycznym wrzucane są w worek pornosów i nic niewartych wypocin dla niewyżytych kur domowych. Ja wkładam swoją książkę w taką nową, własną szufladkę: książka o miłości. O różnych jej odcieniach, ale głównie tych jasnych i pięknych, choć nie uciekniemy od prozy życia i będziemy musieli podjąć rękawicę, jaką rzuca nam codzienność.
Jak bym zachęciła? Niech opinie blogerek będą zachętą. Słowa jak „Czytanie "I obiecuję ci miłość..." to jak słuchanie najpiękniejszej piosenki z możliwych. Lirycznej, delikatnej, subtelnej. Nienachalnej. Mającej osobliwą zdolność do kojenia duszy” lub „nie przypominam sobie podobnej powieści (…), która emocjami rozburzyła mój wewnętrzny spokój…”.
Mogłabym tak mnożyć, ale po co skoro każdy może wyrobić sobie swoją własną opinię. Proponuję również zajrzeć do recenzji na Pani blogu. Ona mówi więcej, niż ja umiałabym kiedykolwiek powiedzieć.

- Dziękuję za miłe słowa Pani Marto.

Czy myślała Pani o kontynuacji tej powieści?

Kontynuacja szczęśliwie „się pisze”. Mam nadzieję, że będzie przyjęta równie dobrze, jak „I obiecuję ci miłość...”

Wincent Porter to facet, o którym marzy przeciętnie połowa kobiet. Tomasz Dębski to facet, o którym nie śni żadna kobieta. Wykreowała Pani dwóch mężczyzn, którzy grają dwa różne charaktery. Dla Pani, jako autorki, który z nich sprawił więcej problemu, gdy nadawała im Pani ogólny zarys?

Obie postacie były wyzwaniem, ale to chyba Wincent sprawił więcej trudności. Nie jest łatwo stworzyć ideał, z prostego powodu: trudno znaleźć dla niego wzorzec. Nie ma takich mężczyzn. Wiem, wiem, ja też nad tym ubolewam, ale taka jest smutna prawda. Stworzyłam więc idealnego mężczyznę ze skrawków innych mężczyzn. Taki trochę doktor Frankenstein ze mnie, tylko że moje dzieła są bardziej urodziwe ;) Tomasz za to, to kanalia, jakich pełno na świecie. Nie było zatem problemem rozejrzeć się dookoła i wyciągnąć odpowiednie wnioski. Takich mężczyzn jest zbyt wielu, a nie powinno być ani jednego. Na szczęście są też ci dobrzy, dla równowagi wszechświata.

Nie mogę pominąć pewnej bohaterki. Madeleine Marie Dubois przyjaciółka Izy, która wnosi pewien świeży powiew powietrza w całokształt powieści. Ta dziewczyna jest niesamowitą dawką pozytywnych emocji. Miała Pani problem z wykreowaniem tej postaci? Czy poszło szybko, gładko i przyjemnie?

Czy gładko? Na pewno przyjemnie :) Jedno jest pewne, chciałabym mieć taką przyjaciółkę jak Madelaine. Iskierka, pełno jej wszędzie, rozsiewa wokół siebie pozytywne emocje i wiarę w ludzi. Jest silniejsza od Izabelli, ale jest też jej głosem „nierozsądku”. Dobrze mieć kogoś takiego w swoim otoczeniu. To taki ktoś, kto krzyknie „wskocz w to życie na pełnej petardzie!” zamiast wciąż powtarzać „uważaj na siebie, bo zrobisz sobie krzywdę…”.

Premiera książki już na dniach. Promocja rusza pełna parą. Pani Marto, czy może Pani z czystym sumieniem powiedzieć: Tak napisałam tę książkę na 100%! Czy ma jednak Pani wewnętrznego chochlika, który szepcze: Mogłaś tam zmienić. Tam dodać, a tam ująć…?

W każdej książce bym coś zmieniła, nie ma ideałów, poza Wincentem, oczywiście :) a tak na poważne to mam kilka zarzutów wobec siebie, a raczej swoich powieści, wiem, że pewne rzeczy mogłabym poprawić. I dobrze! Co może zrobić pisarz, kiedy napisze idealną książkę? Myślę, że właściwie mógłby zakończyć karierę pisarską… a tak jest do czego przeć, jest dokąd dążyć.

Czy może Pani powiedzieć: Tak jestem dumna ze swojej twórczości! Robię to, co kocham i jest mi z tym dobrze!

Z pewnością po „I obiecuję ci miłość…” jestem dumna z tego, co robię. Jak napisałam w podziękowaniach, ta książka pomogła mi odkryć więcej mnie, we mnie. Odsłania mnie, nieco obnaża, ale jednocześnie buduje, kształtuje jako człowieka i autora. I tak, jest mi z tym bardzo dobrze, choć nie zawsze droga, którą idę jest lekka, prosta i przyjemna.
.
Jak reaguje Pani na krytykę?

Fatalnie :) z dnia na dzień coraz lepiej. Przy pierwszej książce załamywałam się, czasem płakałam. Dziś wiem, że mogę wyciągać wnioski z krytyki. Poza tym dojrzałam do świadomości, że nie dogodzę wszystkim i zawsze znajdzie się ktoś, komu mój styl i forma nie musi przypaść do gustu. Szanuję to i dziękuję również za takie przejawy kontaktu czytelnika z autorem.

Jaka jest Marta Staniszewska prywatnie?

Teraz naprawdę nie wiem. Trochę się gubię, bo brak mi czasu na dosłownie wszystko. Życie pragnie wyrzeczeń, oczekuje i wysuwa żądania, chwilami tak różne i tak niedające się pogodzić, że mam ochotę się poddać i wyć. Nadal walczę, choć próba bycia idealną matką, kochającą żoną, uczciwym pracownikiem i poczytną pisarką wymaga ode mnie wielu poświęceń. Oczywiście nigdy nie udaje się dopiąć wszystkich guzików i domknąć wszystkich drzwi, ale warto próbować.

Jeszcze raz dziękuję Pani za poświęcony czas. Tutaj możecie zapoznać się z moją recenzją do książki "I obiecuję ci miłość". 

24 komentarze:

  1. Bardzo przyjemny wywiad:) Autorka wydaje się być sympatyczną osobą. Kiedyś pewnie sięgnę po jej książki:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że przypadnie ci ta książka do gustu:)

      Usuń
  2. Muszę w końcu przeczytać jakiś utwór spod jej pióra ;)
    nieperfekcyjna-panienka.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Osobiście czytałam tylko "I obiecuję ci miłość", więc nie polecę ci innej książki autorki, ponieważ ich nie czytałam :)

      Usuń
  3. Wywiad uważam za udany :) Przeczytałam z przyjemnością. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie czytam raczej książek w takich klimatach, ale wywiad bardzo dobry :)
    Pozdrawiam! http://literacki-wszechswiat.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. "...nie dogodzę wszystkim i zawsze znajdzie się ktoś, komu mój styl i forma nie musi przypaść do gustu..." - uśmiadomienie sobie powyższego i pogodzenie się z tym tak naprawdę otwiera nowe horyzonty i ułatwia wypłynięcie na tzw. na "szerokie wody". Jeżeli mówią o nas źle, to jednak w dalszym ciągu o nas mówią, prawda? ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. trochę nie na temat, ale w gimnazjum jeden kolega miał takie powiedzenie - kto pyta nie błądzi, ale ma dużo dzieci ;D

    OdpowiedzUsuń
  7. Właśnie jestem w trakcie czytania "I obiecuję Ci miłość", nie zdradzę jeszcze swoich emocji, ale już moge powiedzieć, że autorka się rozwija :) Do tego bardzo podoba mi się podejście tejże Pani do krytyki, kobieta ma w sobie wiele pokory, a to przede wszystkim cenię u autorów. :)
    Wywiad wyszedł wam naprawde dobrze, czytało się z wielką przyujemnością i cieszę się, że mogłam odrobinę odgryć Panią Martę W.Staniszewską :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W taki razie czekam na twoją recenzję, ponieważ jestem strasznie ciekawa, jak odbierzesz tę historię:) Bardzo się cieszę, że wywiad czytałaś z przyjemnością :)

      Usuń
  8. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ciekawy wywiad, gratuluję Wam owocnej pracy!

    OdpowiedzUsuń
  10. Ciekawy wywiad i tylko pochwalić, że autorka rozumie, że nie każdemu przypadnie do gustu jej książka i coraz lepiej radzi sobie z krytyką. Ostatnio trochę trudno o takie zdystansowane podejście u autorów. ;/

    OdpowiedzUsuń
  11. Ciekawy wywiad. Zastanawiałam się, gdzie ja słyszałam to nazwisko? Polskich autorek znam niewiele... No ale przypomniałam sobie, że czytałam gdzieś recenzję tej książki :/ Dobrze, że autorka coraz lepiej radzi sobie z krytyką

    Pozdrawiam, Katia z zaczytana-i.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  12. O, właśnie nasza Paula zamierza zrecenzować książkę tej pani! :D wywiad ciekawy i wyczerpujący, polubiłam panią Martę c:
    #SadisticWriter

    OdpowiedzUsuń
  13. Muszę mieć tą ksiązkę. Rewelacyjny wywiad.

    OdpowiedzUsuń
  14. Co tu mówić, Pani Marta jest świetną pisarką. Masz kilka literówek, między innymi tu: Czy myślałam Pani o kontynuacji tej powieści?

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, że tu zaglądacie i zostawiacie komentarze :)

Copyright © 2014 Książkowa czarno_biała em , Blogger