Hanna Fleszar - Prezent


Każda relacja wymaga zaangażowania. Budujemy, trwamy i oczekujemy. Tworzymy swoją domową przestrzeń, w której gości ciepło i wzajemne zrozumienie. Nabieramy powietrza i żyjemy w idylli, lecz śmierć nie zapomina. Świadomie przekracza próg domu, który miał być marzeniem, lecz teraz stał się jednym-stał się smutnym pożegnaniem...

Marzyła o domu z ogródkiem. Marzyła o pięknym ogrodzie i ciepłym spojrzeniu męża. Spojrzeniu, które zawsze okazywało zrozumienie. Marzenia kosztują. To marzenie kosztowało zbyt wiele...

Dziennik budowy. Pokazała dziennik budowy od innej strony. Pokazała kawałek prawdziwej historii, która z dnia na dzień rzeczywiście nabiera innego obrotu. Hanna Fleszar zaprosiła mnie do swojego życia, bez wątpienia przyznaję, że była to budowlana podróż  nasączona walką o życie.

Zwykła rodzina. Poznałam typową rodzinę. Czteroosobowa, zwykła drużyna, która trwa w zgiełku codziennych życiowych zmagań. Budują relacje rodzinne, które lawirują od śmiechu aż do łez. Hanna Fleszar stawia mały mur, który z zupełnie odciął mnie od tej ciepłej rodziny. Poznałam ich historię, lecz znaczny brak imion w treści utrudnia nawiązanie relacji. Mąż był Mężem. Córka jest Córką. Syn jest Synem. Bliscy i dalecy jednocześnie. Autorka szczerze i otwarcie pokazała swoje relacje, aczkolwiek relacje te okazały się dla mnie zbyt spłaszczone.

Budujemy. Autorka zabiera na plac budowy. Sam pomysł na pokazanie życiowego rejestru wydarzeń okazał się dla mnie czymś innym. Od podstaw Fleszar wykłada, jak przebiegała budowa domu, ile wysiłku oraz determinacji kosztują swoje cztery ściany. Nie ukrywam, mimo że Hanna Fleszar dołożyła wszystkich starań, by przestawić centymetr po centymetrze relację ze swojego życia, wewnętrznie czuję lekki niedosyt.

Dopingowałam. Z dnia na dzień poznając zwierzenia Fleszar, miałam chęć odłożyć książkę. Przytłoczona budowlaną stroną dziennika, popadałam w czytelniczy marazm. Do momentu! Cała otoczka, w której lawirowałam, pęka, gdy autorka cichym, spokojnym tonem opisuje swoje zmagania z chorobą najbliższej osoby. Każdym słowem celuje w czuły punk. Otwarcie, bez melancholii odlicza ostatnie oddechy, zmusza do refleksji i pokazuje, że życie najbardziej boli, gdy wypowiada jedne słowo-żegnaj... Dopingowała. Wierzyłam. Miałam nadzieję. 

Technicznie. Styl autorki, nie wywarł na mnie żadnej ekscytacji. Znaczny brak emocji okazał się dla mnie przeszkodą. Poznałam, lecz nie do końca doświadczyłam fakty, które autorka przelała na papier. Równoważnie rozłożone dialogi w stosunku do opisów utrzymują spójność całej historii. Autorka nie spłyca wątku, który ciągnie od początku do końca! Sumiennie trwa w budowlanym chaosie, który potrzebuje odpowiedniego czytelnika. Czytelnika, któremu nie przeszkadza bieganie od architekta do brudzenia w budowlanym błocie. Mam dylemat. Z pełnym szacunkiem do przeżyć autorki, ale nie znalazłam w tej publikacji nic nowego. Nie znalazłam nic oprócz chwili refleksji, która zawsze pojawia się tam, gdzie gości śmierć...

Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Novae Res.

Hanna Fleszar
Prezent
Wydawnictwo Novae Res
ISBN: 978-83-8083-385-2
















33 komentarze:

  1. Niestety nie przepadam za tym wydawnictwem. Zazwyczaj ich książki mi się nie podobały...

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie czytałam książek autorki, w wolniejszej chwili mogłabym zaryzykować i przeczytać tę powieść.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że Tobie przypadnie ten dziennik do gustu. Ja stanęłam nad przepaścią, poniważ autorka troszkę podzieliła moje emocje :)

      Usuń
  3. Nie czytałam książki, może w przyszłości przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Piszesz świetne recenzje! Są bardzo dynamiczne i dobrze się je czyta, czuję się zachęcona do przeczytania książki ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Jeżeli lubisz życiowe historie-czytaj.

      Usuń
  5. Brak emocji to dla mnie poważna wada.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie również. Pozostawiając emocje na uboczu jestem pełna podziwu dla autorki, że stworzyła taki dziennik.

      Usuń
  6. Fajnie i bardzo pomysłowo napisałaś o tej książce. Jestem na tak!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że mogłaby ci się spodobać ta lektura.

      Usuń
  7. Okej, dość dziwna książka. A najgorsze, że mam ją na półce i zabieram się za nią w przyszłym tygodniu. Już się boję :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Szkoda, że tak wyszło trochę"sucho". Nie będę się za nią brała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy ma inny próg wrażliwości. Mnie osobiście poruszyły tylko pewne opisy.

      Usuń
  9. Nie wiem czy by mi przypadła ta książka do gustu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Musiałabyś sama zacząć czytać i ocenisz.

      Usuń
  10. Brakowi emocji mówię zdecydowane "nie". W końcu książka musi na nas jakoś konkretnie działać, choćby tak wnerwiać, że zapadnie w pamięć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. Autorka podzieliła moje emocje. Najważniejszy był sam przekaz, że marzenia mogą dużo kosztować :)

      Usuń
  11. Mam już taką pokaźną listę książek do czytania .. ale może się na tą skuszę ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Lubię polską literaturę, więc nie mogę chyba z tej pozycji zrezygnować :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Odstrasza mnie ten bark emocji, bo kiedy trafiam na taką książkę, nie potrafię tak do końca wczuć w sytuację bohaterów i czytanie nie sprawia mi już takiej przyjemności ;)
    Pozdrawiam! http://literacki-wszechswiat.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  14. Tematyka zupełnie nie dla mnie, no i ten brak emocji raczej mnie zniechęca, tak jak i wydawnictwo, do którego książek się raczej zraziłam. ;/

    OdpowiedzUsuń
  15. Szkoda, że pozycja nie wnosi nic nowego, choć opis refleksji przy ciężkiej chorobie z pewnością dodaje jej nieco wartości. Może kiedyś po nią sięgnę. Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Szkoda, że brak w niej tych wyczekiwanych emocji, wydawałoby się, że poruszany temat powinien właśnie je w naturalny sposób wyzwolić. Może kiedyś przy okazji się z nią zapoznam, jednak nie w najbliższym czasie. :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Myślę, że szkoda tracić na nią czasu.. mogłabym się zawieźć :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Myślałam, że to emocjonalna bomba, dlatego brak emocji mnie zniechęca. Chyba się nie skuszę tym razem.

    OdpowiedzUsuń
  19. Jejku, jak ładnie napisana recenzja. Szkoda, że książka nie wywarła na Ciebie jakoś większego wrażenia. :/
    Życzę w rękach znacznie lepszych lektur!

    OdpowiedzUsuń
  20. Wolę książki, w których emocje są łatwiej wyczuwalne, gdzie jest ich dużo. Bardzo dużo. Tutaj niestety tego brakuje.

    OdpowiedzUsuń
  21. Nie mam jakoś chęci i przekonania, by ją przeczytać.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, że tu zaglądacie i zostawiacie komentarze :)

Copyright © 2014 Książkowa czarno_biała em , Blogger