Powrót do dzieciństwa! Swoje domowe mikołajki wspominają blogerki!


Tradycyjnie 6 grudnia hojnie wręczamy prezenty swoim bliskim. Poduszka, but, skarpeta to miejsca, w których znajdowane są upominki. Na całym świecie dzieciaki z utęsknieniem czekają na dzień, w którym Mikołaj przyniesie drobne zabawki oraz słodycze. Dziecinna radość! Czy jest coś piękniejszego niż poranny uśmiech dziecka? Nie! Dlatego zapraszam na dziecinne wspomnienia blogerek!

Zanim przejdziemy do historii dziewczyn, które chętnie opowiedziały o swoich zmaganiach, poznajmy mikołajkowe tradycje w wybranych zakątkach świata.

W Holandii Sinterklaasa przybywa z Hiszpanii, by obdarzyć najmłodszych łakociami w postaci pierwszej litery imienia dziecka. Święto dla najmłodszych obchodzone jest 5 grudnia. Sinterklaasa oraz jego pomocnik Zwarte Piet wymagają, by przy kominku został ułożony bucik, w którym rano najmłodsi znajdują swoje prezenty!

Włoska wiedźma. Włoskim maluchom prezenty wręcza wiedźma Befana. Cała zabawa odbywa się w nocy z 5 na 6 stycznia w święto Trzech Króli. Legenda głosi, że Befana szukając przebaczenia, podążała od domu do domu, gdzie znajdowały się dzieci i rozdawała im smakołyki, by odnaleźć dziecko, które miało być Jezuskiem. By zadowolić wiedźmę, maluchy pozostawiają na nocnym stoliku mandarynkę lub pomarańczę, którą wiedźma z krzywym nosem, starych ubraniach i miotłą zamienia na małe łakocie! 

Towarzystwo diabłów. Tak! W Austrii Święty Mikołaj odwiedza najmłodszych z diabłami, czyli z Krampusami, które straszą niegrzeczne dzieci i dość dobrze namawiają Mikołaja, by nie dawał prezentów, ponieważ maluchy były niegrzeczne! 

Mleko i pudding tylko w Danii. W Danii brak diabłów! Julemanden odwiedza z radością najmłodszych w towarzystwie elfów! Sanie, elfy i Mikołaj brzmi idealnie! Nie tak szybko, Mikołaj również ma swoje warunki. Oczekuje mleka i puddingu, który smacznie pochłania, podczas gdy elfy układają prezenty.


Czas na wyznania naszych koleżanek. Zaprosiłam cztery blogerki, by podzieliły się swoimi mikołajkowymi wrażeniami z dzieciństwa. Jesteście ciekawi ich historii? Przygotujecie się na rózgi, ślady butów, muzyczne odkrycia oraz spełnianie marzeń!

Autorka bloga Z książką w ręku swoje mikołajkowe dzieciństwo wspomina dość pracowicie. Czyszczenie butów to trudne zadanie! 

Mikołajki do dziś wspominam z ogromnym sentymentem. Długo przed Mikołajkami pisaliśmy z bratem listy do Mikołaja, aby poinformować go o tym, co byśmy chcieli w tym roku dostać. Były to zazwyczaj jakieś drobiazgi, bo wiedzieliśmy, że czeka nas pisanie jeszcze jednego listu - na święta, ale to już z dużymi, czasami nierealnymi życzeniami. 5 grudnia rodzice informowali nas, że to już jutro są Mikołajki. Wieczorem z bratem czyściliśmy buty. Robiliśmy to najdokładniej, jak tylko potrafią to zrobić małe dzieci. Następnie stawialiśmy buty koło drzwi i szliśmy spać. Rano, jak tylko wstaliśmy, biegliśmy na korytarz, aby zobaczyć, czy Mikołaj zostawił w butach jakiś prezent. I... oczywiście, że zostawiał! Lalki, kolorowanki, samochody - generalnie to, co chcieliśmy, o ile byliśmy grzeczni. Pamiętam, że któregoś roku, nie za bardzo słuchałam rodziców, przyznaję się, byłam niegrzeczna. Rodzice już wcześniej mnie ostrzegali, że jeśli tak dalej będę się zachowywać to Mikołaj przyniesie mi rózgę (kawałek gałęzi, jako karę), a nie prezent. Oczywiście nie wierzyłam im, przecież co roku zawsze coś dostawałam. Jakie było moje zdziwienie, kiedy rano rzeczywiście znalazłam rózgę... Z płaczem wrzuciłam ją do pieca. Dzięki temu, w następnych latach, a przynajmniej w grudniu, byłam już grzeczna. 

Cieszę się, że rodzice praktykując tradycję, dawali mnie i mojemu bratu tyle radości. Mikołajki to jedna z najpiękniejszych rzeczy, jakie wspominam z dzieciństwa. W szkole wszyscy mi tego zazdrościli. Jestem pewna, że kiedy będę miała swoje dzieci, również będę im przypominała o Mikołajkach i o czyszczeniu butów, w które będę wkładać prezenty :) 

Paulina z bloga Recenzje Dropsa Książkowego  zawsze wiedziała, że Mikołaj spełni jej marzenia! 

Mikołaj kojarzy mi się z oczekiwaniem na spełnienie marzeń. Zawsze dostawałam to, co chciałam. Wciąż pamiętam 6 grudnia 2000 roku. W liście prosiłam o lalkę, która jadła i płakała. Ubrana w niebieski komplecik spoglądała na mnie ze sklepowej witryny. Obudziłam się w nocy w poszukiwaniu pudełka. Było, Mikołaj dotrzymał słowa! Zosia stała się moją ulubioną lalą i wciąż mam ją w pudełku ze skarbami z dzieciństwa. 

Dziś Mikołaj, czyli Rodzice, Brat albo po prostu ją sama, przynosi mi książki. Zwykle są to lektury z historiami, wątkami świątecznymi. 6 grudnia to początek przygotowań do Świąt - pieczenie pierniczków, odkurzanie płyt ze świąteczną muzyką. To początek magicznego czasu, do którego tęsknię cały rok.


Marzenka z bloga Matka Puchatka okazała się doskonałą aktorką, która zrujnowała bratu odkrywanie wielkiej tajemnicy!


W moim domu nigdy nie czyściliśmy butów, a prezentów szukaliśmy zawsze w okolicy łóżek. Rano był pisk, radosny śmiech i bieg z łupem do pokoju rodziców – oczywiście „skoro świt”, bo przecież taka nowina – Mikołaj był! – nie mogła czekać.

Grudzień zawsze był dla mnie miesiącem pełnym magii i radosnego wyczekiwania. Mama – pełna powagi – pomagała mnie i bratu pisać listy do Mikołaja. Pomysłów zawsze mieliśmy mnóstwo, a spisywane przez nas marzenia ciągnęły się w nieskończoność. Zawsze, żeby wzbogacić nasze listy, rysowaliśmy coś od siebie i szczerze żałuję, że te papierki nigdzie się nie zachowały, bo chociaż talentem nigdy nie grzeszyłam, to jednak miło byłoby spojrzeć teraz na swoje dziecięce wyobrażenia.

Kiedy miałam siedem lat, narysowałam flet – żółty, prawie prosty, z tylko trzema dziurkami (chyba moje wyobrażenie tego instrumentu trochę kulało). I to właśnie w ten rok, ten nieszczęsny flet i niewinna zabawa w chowanego, pogrzebały moją wiarę w Mikołaja. Kiedy znalazłam w szafie instrument, byłam rozczarowana. Kiedy zaraz obok wymacałam prezent dla brata, mój świat na chwilę legł w gruzach… To właśnie wtedy wyszło na jaw, że Okrągły nie istnieje, a prezenty kupują rodzice! Nie chciałam jednak sprawiać im przykrości, więc nie podzieliłam się z nimi swoim odkryciem. Byłam doskonałą aktorką, a na bracie (tak, tak, powiedziałam mu od razu) wymogłam milczenie. Płakał długo…

Rok później, kiedy jak zwykle zasiedliśmy do pisania naszych listów, powiedziałam mamie, żeby tym razem nie chowała prezentów w szafie. Mina mamy – bezcenna. Dziecko chyba zawsze pamięta ten moment, kiedy poznaje prawdę, którą rodzice tak skrzętnie próbowali ukryć.

Dzisiaj piszę listy do Mikołaja z własnym dzieckiem, a prezenty chowam… w szafie! Mam jednak nadzieję, że moja córa nie będzie buszować w tych okolicach – przynajmniej jeszcze nie teraz.... 

Ania z bloga Skryta książka od zawsze podążała za śladami Mikołaja! 

 Moim najlepszym, a jednocześnie ulubionym wspomnieniem z mikołajek był dzień, kiedy Mikołaj zabrał mój list z pokoju. Zdarzyło się to 6 grudnia, gdyż prezenty zawsze dostawałam w dniu Wigilii pod choinkę, a w mikołajki tylko zwykły upominek. Miałam wtedy 9 lat i chodziłam do trzeciej klasy podstawówki. Wczesnym rankiem, gdy się obudziłam i wstałam z łóżka, zobaczyłam wielkie, odbite, białe ślady butów w moim pokoju. Odciski prowadziły do parapetu, z którego zniknął list. Uwierzyłam w sztuczkę moich rodziców i dosłownie wypadłam z pokoju i pognałam wprost do nich z wieściami, że Mikołaj zabrał mój list i zostawił po sobie ślady. Z czasem dowiedziałam się, że mama z tatą użyli sztucznego śniegu, gdy spałam i wykonali wyżej wspomniane odciski butów. Był to genialny pomysł, ponieważ jako dziecko ogromnie wierzyłam w Mikołaja, a dostając dowód, że on naprawdę istnieje, był jednym z ulubionych dni mojego życia. Nigdy nie zapomnę tej sytuacji i do tej pory dziękuję rodzicom za tak genialny pomysł, który sprawił, że byłam szczęśliwa.  

Co kraj to obyczaj, co rodzina to zwyczaj! Niezależnie od miejsca zamieszkania i stanu materialnego najpiękniejszy jest ten jedyny prezent-uśmiech i radość w oczach dziecka, gdy ofiarujesz mu kawałek siebie... Jeżeli macie swoje historie z dzieciństwa i chcecie podzielić się swoimi wspomnieniami-piszcie w komentarzach! 



22 komentarze:

  1. Żółty flet Marzenki - bezcenne wspomnienie :)
    A ja nigdy (!) nie odkryłam w żadnej szafie prezentów, moi rodzice musieli chować je wyjątkowo przebiegle :) Pamiętam jednak, że o braku Okrągłego (ciekawa nazwa) powiedziała mi koleżanka, której mama była mniej sprytna i ukryła popularną kiedyś zabawkę Tamagotchi właśnie między ubraniami. Bawiłyśmy się tą grą jeszcze przed świętami :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie uwierzysz, ale w tym roku moje dziecko dostanie Tamagotchi xD Jako dodatek do większego prezentu, ale to dopiero pod choinkę. Przyznam, że tak wcisnęłam tę zabawkę do szafy, że nie potrafię jej zlokalizować :D

      Usuń
    2. Haha! Może ktoś już podkradł i się nią bawi? A tak swoją drogą, uwielbiałam Tamagotchi! :)

      Usuń
    3. Haha. Myślę, że Tamagotchi było już w rączkach Małej Puchatki :) Dlatego mama nie może znaleźć:)

      Usuń
  2. Emilko, przepięknie dziękuję za możliwość udziału w zabawie i za powrót do przeszłości :) Nieźle się ubawiłam, pisząc ten tekst :)
    Dodam jedynie, że flet nadal mam! Leży w pudle, w rodzinnym domku, więc niestety na zdjęciu dubler, ale za to kolorowy! <3

    Ściskam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozbawiłaś mnie swoją historią, lecz ciągle wyobrażam sobie minę autorki bloga Z książką w reku, gdy dostała rózgę! Rozbawiła mnie do łez...
      Również dziękuję za udział oraz poświęcony czas!

      Usuń
  3. Ja również dziękuję za możliwość wzięcia udziału w tak wspaniałej zabawie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja dziękuję! Wyobrażam sobie Twoja minę, gdy zobaczyłaś rózgę! Tylko pozazdrościć takich rodziców, którzy dają tyle radości! Super!

      Usuń
  4. Świetne historie! Dziękuję za możliwość przyłączenia się do zabawy :)
    Mikołajki to wyjątkowy dzień w roku! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Historie są świetna, masz rację! Twoi rodzice wykazali się kreatywnością, i to bez dwóch zdań!

      Usuń
  5. Świetny pomysł na post :) I z chęcią czytałam odpowiedzi innych blogerek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem ciekawa jaką ty masz historię w zanadrzu, bo cos czuję, że masz cos do ukrycia :)

      Usuń
  6. Co kraj, to obyczaj jak widać ;) Jak byłam dzieckiem to oczywiście kochałam Mikołajki, teraz jakoś prezentów brak, raczej tylko pod choinką będą ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas na mikołajki zawsze znajdujemy cos drobnego, ale grubszy prezent to leżakuje pod choinką :)

      Usuń
  7. Mnóstwo wspaniałych świątecznych wspomnień towarzyszy nam przez cały rok, do niektórych wracam z wielkim sentymentem. :) Niestety, nigdy nie potrafiłam zlokalizować prezentów od Mikołaja przed świętami, ale moje dzieciaki, można powiedzieć, że wyspecjalizowały się w tym zadaniu, albo ja tak nieumiejętnie chowam te pudełka z kokardą. ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Takie wspomnienia pozostają na długo :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ale miło się poczytało takie wspomnienia! ;) U mnie Mikołajek się nigdy nie obchodziło, a i w Mikołaja za bardzo wierzyć nigdy nie chciałam, więc prezenty na święta, mimo że co roku gdzie indziej schowane i tak widziałam już wcześniej. :D A czasami po prostu sama sobie je wybierałam w sklepie. Może brzmi mało świątecznie, ale i tak miło to wszystko wspominam. ;D

    OdpowiedzUsuń
  10. Mikołaj w Dani to ma dobrze :) Pewnie musi być baaardzo gruby od tych puddingów zjadanych w każdym domu.

    W mojej rodzinie Mikołajki są wciąż żywe. Obchodziłam je ja, teraz przeżywa je moja córka. Wczoraj w naszym domu zawitał sam Mikołaj przynosząc jej prezenty, o które (z moją podpowiedzią i pomocą) prosiła w liście zostawionym wcześniej na parapecie:) Mikołajem był mój tata, ale mieliśmy tak dobry strój, że dwuletnia Martynka nie domyśliła się na szczęście kto tak naprawdę chowa się pod gęstą brodą i czerwonym ubraniem.

    OdpowiedzUsuń
  11. W moim domu nigdy nie obchodzono Mikołajek, bo było krucho z finansami, dlatego nie mam żadnych miłych wspomnień związanych z tym świętem... :(

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja zawsze prezenty dostawałam na Mikołajki, dopiero od dwóch-trzech lat praktykujemy wersję z podarunkami pod choinką. W tym roku na szczęście znów wracamy do tradycji z dzieciństwa.
    Pozdrawiam,
    Rose

    OdpowiedzUsuń
  13. A ja tam jak byłam mała to bardzo szybko się dowiedziałam, że Mikołajem są rodzice i rodzina. Wspaniały ten wpis. Poproszę więcej postów takich ze wspomnieniami blogerek. :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Rewelacyjny wpis! Trochę się pośmiałam :)
    Niestety u mnie "Mikołajek" się nie obchodzi, dzień jak każdy inny :) Dlatego miło czytało się te odpowiedzi! :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, że tu zaglądacie i zostawiacie komentarze :)

Copyright © 2014 Książkowa czarno_biała em , Blogger