Amy Harmon-Making face




Często o niej mówimy. Miłość. Przychodzi w nieodpowiednim momencie, niesie za sobą bolesne doświadczenia, by na koniec niespokojnym doznaniem zamienić życie w szaloną emocjonalną grę. Masz w sobie na tyle siły, aby stanąć twarzą w twarz z obliczem własnego tchórzostwa? Osobiście! Osobiście poznałam ich bojaźliwą wizję. Miłości. I liczyłam na więcej...

Ambrose od dzieciństwa przykuwał uwagę innych. Zwłaszcza Fern, rudowłosej dziewczynki, która z upływem czasu potęguje uczucie względem chłopaka. Ich drogi nie mogły się połączyć! Ambrose wraz z przyjaciółmi wyrusza na wojnę. Powraca w pojedynkę, Ze złamaną psychiką i okaleczonym ciałem. Samotny. Załamany, Budzący współczucie u mieszkańców miasteczka chłopak zaczyna odkrywać  i akceptować budzące się w nim uczucie wobec Fern...

Szczegółowo wczytywałam się w historię, która nie kończy się happy endem! Prawo Mojżesza bezgranicznie uwiodło moje serce. Z wyczuciem poznawałam losy bohaterów w Pieśni Dawida, gdzie interpretacja miłości i przyjaźni sprawiła mi wielką przyjemność! Wczytując się w Making face doszukałam się umiarkowanych emocji oraz spospoliciałej fabuły, osadzonej w dość dobrej ramie życiowych refleksji...

Obowiązujące reguły panujące w stworzonych postaciach sumiennie zataczają koło, gdzie schematyczność, prostota i powtarzalność zajmują czołowe miejsce w kreacji, którą stworzyła Harmon. Występująca regularność zastosowana przez autorkę, nie dała mi możliwości bliższego poznania głównych bohaterów. Fern okazała się typową postacią mająca na celu zagrać brzydkie kaczątko, a sam Ambrose uchodził za ideał, któremu zabrakło psychologicznego fundamentu. W tak prostym zestawie znajduje się jeden wyjątek. Bailey! Amy Harmon idealnie oddała wszystkie bolączki młodego bohaterka. Jego przekorność i bojowość zupełnie mnie zachwyciły!

Wątpliwości pojawiają się na samym początku. Teoretyczny brak akcji wydaje się ukazany w minimalistyczny sposób, ale tylko do czasu. Amy Harmon chwiejnym krokiem zabiera w fikcyjny świat postaci, gdzie ciemność i pustka ostrożnie przeradzają się w sugestywną kompozycję wielkiej przyjaźni i rodzącego się uczucia. Znany schemat, podany w innej formie robi wrażenie, ale osobiście spodziewałam się bardziej emocjonującej  i trzymającej w napięciu powieści. Dla mnie emocji i napięcia zabrakło...

Making face ma w sobie jedno, mimo że całokształt powieści prezentuje się mało wybitnie, autorka szczególnie mocno zaakcentowała sposób, w jaki musi radzić sobie osoba chorująca na dystrofię mięśniową. Zrobiła to genialnie! Położyła na stół uśmiech, za którym schowana jest twarz śmierci. Z drugiej strony zbyt płaskie psychologiczne  podejście, Harmon do kreacji głównego bohatera zupełnie mnie rozczarowało. Tym razem autorka postawiła na różnorodną kreację, w której zdecydowanie wygrywa Bailey...

Amy Harmon w niezwykle uroczym stylu pokazała, czym jest chora i przemoc domowa. To powieść o bezgranicznej przyjaźni, żarliwym uczuciu i podnoszeniu się z kolan po ciężkim upadku. Dla mnie Making face okazała się jedną z gorszych powieści, którą napisała autorka. Wielka szkoda, ponieważ powieść naprawdę skrywa w sobie potencjał...

Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Editiored.

Amy Harmon
Making face
Wydawnictwo Editiored
ISBN: 978-83-283-1949-3
















17 komentarzy:

  1. W takim razie na początek skuszę się na inną powieść autorki, tak żeby się nie rozczarować i nie zrazić :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Każdy autor ma i gorsze momenty ;) szkoda, ale trzeba się z tym pogodzić :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Czasami tak jest. Szkoda, że pojawiło się rozczarowanie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Wiesz, że nie moje klimaty;) szkoda, że nie spełniła Twoich oczekiwań do końca.

    OdpowiedzUsuń
  5. Szkoda, że powieść wypada dość blado na tle dwóch wcześniejszych książek tej autorki. Być może kiedyś sięgnę po tej tytuł, ale na pewno nie w najbliższej przyszłości.

    OdpowiedzUsuń
  6. Szkoda tylko, że bohaterowie są pozbawieni pewnej wyrazistości. Póki, co odpuszczę sobie tę pozycję.

    OdpowiedzUsuń
  7. Co do kreacji Baileya muszę się zgodzić, był najbardziej wyrazistą, budzącą naturalną sympatię postacią. Jednakże całość książki bardzo mi się spodobała i wywołała we mnie naprawdę mnóstwo emocji. Nie znam pozostałych książek autorki, więc ciężko mi porównać czy jest lepsza, czy gorsza od innych, ale na pewno zachęciła mnie do tego, by poznać pozostałe :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo lubię książki tej autorki i właściwie nie mam im nic do zarzucenia :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Mnie się ta książka bardzo podobała i również zachwycił mnie Bailey, który był po prostu cudowną postacią. Było to pierwsze moje spotkanie z tą autorką, ale zapewne nie ostatnie, ponieważ przekonała mnie do siebie :)
    Pozdrawiam!
    Książkowy Zakątek

    OdpowiedzUsuń
  10. O widzisz, a mi się ta powieść podobała na równi z innymi tytułami autorki. ;) Ale wiadomo, każdy lubi coś innego i inaczej odbiera dane książki. ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ta autorka intryguje mnie od dawna a wciąż nie miałam okazji sięgnąć po coś od niej. W koncu trzeba, bo jej książki zapowiadają się świetnie.

    OdpowiedzUsuń
  12. Chciałam napisać: nie dziękuję, ta autorka do mnie nie przemawia, ale wczytałam się w Twój tekst i naprawdę mnie zainteresowałaś tym tytułem.

    OdpowiedzUsuń
  13. Szkoda, że potencjał książki został zmarnowany. No cóż, w takim razie dam sobie spokój z tą książką.

    OdpowiedzUsuń
  14. Ile osób, tyle opinii. Dla mnie z kolei to najlepsza powieść autorki :) Lubię wszystkie, ale ta po prostu mnie urzekła. Ale tak to już z literaturą bywa, nie zawsze trafia we wszystkie gusta. Pozostało nam czekać na kolejną książkę Amy żeby się przekonać, czy przebije te dotychczasowe.

    OdpowiedzUsuń
  15. Szkoda, że książka Cię rozczarowała. Niemniej, mam ochotę po nią sięgnąć. ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Autorka wydała już trzy powieści, a ja żadnej nie poznałam. Mam nadzieję, że szybko się to zmieni. :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Jeszcze się zastanowię nad tą książką, może kiedyś.. w przyszłości :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, że tu zaglądacie i zostawiacie komentarze :)

Copyright © 2014 Książkowa czarno_biała em , Blogger